Do końca lutego samorządy muszą zdecydować, które placówki wygasić lub zamknąć. Do kuratoriów trafiają kolejne wnioski, a w wielu miejscowościach temat wywołuje silne emocje. Powód jest znany: coraz mniej dzieci w rocznikach szkolnych i rosnące wydatki na utrzymanie oświaty.
ZNP: szkoła to centrum lokalnego życia
Związek Nauczycielstwa Polskiego alarmuje, że liczba planowanych likwidacji rośnie. Szkoła w małej miejscowości pełni funkcję znacznie szerszą niż edukacyjna – integruje mieszkańców i daje poczucie stabilności. Zamknięcie oznacza nie tylko przeniesienie uczniów, lecz także redukcję etatów. ZNP przypomina, że zadaniem samorządu pozostaje realizacja konstytucyjnego prawa do nauki w odpowiednich warunkach.
Lubelskie i Dolny Śląsk: twarde liczby
W Lublinie system przygotowano na rocznik liczący 3,5 tys. dzieci, tymczasem w ubiegłym roku urodziło się 1,6 tys. To przekłada się na redukcję etatów w przedszkolach. Na Dolnym Śląsku gmina wiejska Kłodzko analizuje zamknięcie jednej z większych szkół, której utrzymanie kosztuje ponad 5 mln zł rocznie, przy subwencji pokrywającej niespełna połowę tej kwoty. Mieszkańcy rozpoczęli procedurę referendalną, protestując przeciw decyzji władz.
Spór o przyszłość małych placówek
Podobne napięcia widać w Wielkopolsce, na Mazowszu i Pomorzu. Rodzice organizują petycje i demonstracje, wskazując na rolę szkół w życiu wsi i mniejszych miast. Samorządowcy z kolei mówią o konieczności zmian systemowych oraz o modelu finansowania opartym na realnych kosztach oddziału. W tle pozostaje pytanie o warunki nauki w większych klasach i wsparcie dla uczniów z orzeczeniami. Dla wielu rodzin to nie tylko kwestia budżetu, lecz przyszłości ich dzieci.