Sprawa nauczycielki z Kielna, zawieszonej po incydencie z rzekomym wyrzuceniem krzyża do kosza, wchodzi w kolejny etap. Złożone właśnie odwołanie otwiera drogę do możliwego powrotu kobiety do pracy. Pełnomocnik nauczycielki przekonuje, że decyzja dyrekcji była bezpodstawna, a komisja dyscyplinarna przy wojewodzie ma teraz kilka tygodni na rozpatrzenie sprawy.
Brak podstaw do zawieszenia?
Odwołanie od decyzji o zawieszeniu trafiło na biurko dyrekcji szkoły podstawowej w Kielnie w poniedziałek. Dokument niezwłocznie powinien zostać przekazany do komisji dyscyplinarnej dla nauczycieli. Pełnomocnik nauczycielki, mec. Marcin Szyling, kwestionuje legalność działań szkoły. Wskazuje, że zawieszenie — zgodnie z art. 85t Karty Nauczyciela — może nastąpić wyłącznie w sytuacji, gdy toczy się postępowanie karne przeciwko nauczycielowi lub gdy wniesiono formalny wniosek o postępowanie dyscyplinarne. Tymczasem żaden z tych warunków nie został spełniony. Prokuratura nadal prowadzi postępowanie „w sprawie”, a nie „przeciwko” konkretnej osobie. Co więcej, rzecznik dyscyplinarny nie zainicjował jeszcze procedury wobec nauczycielki.
Komisja podejmie decyzję – ale kiedy?
Komisja dyscyplinarna przy wojewodzie pomorskim może zająć się sprawą w najbliższych tygodniach, ale formalnie postępowanie dyscyplinarne jeszcze nie ruszyło. Urzędnicy czekają na dokumentację z prokuratury, która wciąż przesłuchuje uczniów – świadków wydarzenia z grudnia. Rzecznik dyscyplinarny ma trzy miesiące na przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Czas ucieka, a emocje nie stygną. Pełnomocnik nauczycielki ma nadzieję, że decyzja zapadnie jeszcze w lutym, choć to optymizm raczej ostrożny niż przesadnie entuzjastyczny.
W tle polityka i medialny szum
Cała historia zyskała ogólnopolski rozgłos, kiedy prawicowe media przedstawiły ją jako przykład profanacji. Tymczasem — jak ustalono — krzyż, który miał zostać wyrzucony, był plastikowym rekwizytem z halloweenowego przebrania. Minister edukacji Barbara Nowacka stwierdziła, że nie widzi powodów do dalszego zawieszenia nauczycielki. Trudno oprzeć się wrażeniu, że sprawa — z lokalnego konfliktu na tle światopoglądowym — przerodziła się w spór o większym ciężarze symbolicznym. I jak to bywa w takich sytuacjach, sedno ginie gdzieś między medialnym skrótem a społecznym osądem.