Od przyszłego roku prywatne żłobki w Krakowie dostaną mniej pieniędzy z miejskiej kasy. Uchwała przyjęta przez radnych oznacza stopniowe zmniejszenie dopłat – z 735 do 600 złotych miesięcznie na dziecko, a od 2026 roku już tylko do 400 złotych. Decyzję tłumaczy się niżem demograficznym i koniecznością cięcia wydatków w najbardziej zadłużonym mieście w Polsce.
Spada liczba urodzeń, rosną koszty miasta
Kraków wchodzi w etap demograficznego zastoju. Według prognoz, w 2025 roku urodzi się zaledwie pięć tysięcy dzieci – o dwa tysiące mniej niż rok wcześniej. Urzędnicy wskazują, że tak gwałtowny spadek liczby urodzeń naturalnie zmniejsza zapotrzebowanie na miejsca w żłobkach. Miasto szacuje, że dzięki nowemu systemowi dopłat zaoszczędzi ponad 17 milionów złotych, co ma pomóc w ograniczaniu deficytu operacyjnego. Prezydent Aleksander Miszalski zapewnia, że Krakowowi nie grozi katastrofa finansowa, choć zadłużenie sięga już 7,8 miliarda złotych.
Polityczny spór o dzieci i pieniądze
Zmiany nie przeszły bez sprzeciwu. Radni PiS i Krakowa dla Mieszkańców ostrzegają, że cięcia doprowadzą do zamknięcia części prywatnych żłobków i pogorszenia jakości opieki. Opozycja krytykuje też tryb wprowadzenia poprawek – autopoprawka pojawiła się dosłownie dzień przed głosowaniem. Część radnych z lewicy uznała jednak, że miasto nie może dopłacać do prywatnego biznesu, skoro ma obowiązek utrzymywać własne placówki.
Mniej dzieci, więcej miejsc
Paradoksalnie, miejsc w krakowskich żłobkach nie brakuje. Spośród 12 tysięcy dostępnych aż cztery tysiące stoją puste. W 2026 roku miasto planuje otworzyć kolejne 11 żłobków publicznych, finansowanych z KPO, które zapewnią tysiąc nowych miejsc. To pokazuje, że problem nie leży już w dostępności opieki, ale w tym, że dzieci po prostu jest coraz mniej – a rachunki miasta rosną szybciej niż liczba kołysek.