Szkoły z najniższymi ocenami mogą lepiej chronić młodzież przed przestępczością niż placówki o teoretycznie wyższym standardzie – i to wcale nie przez przypadek. Badanie, które objęło ponad 54 tysiące uczniów, obala utrwalony stereotyp i pokazuje mechanizm, o którym rzadko mówi się głośno.

Nieoczywista przewaga słabych szkół

Naukowcy przez pięć lat obserwowali uczniów dziewiątych klas szkół amerykańskich, a następnie śledzili ich losy aż po trzydziestkę. Wyniki zaskoczyły wszystkich – uczniowie z placówek ocenianych najniżej rzadziej trafiali do więzień. Odsetek aresztowań był u nich o blisko 3 proc. niższy, a w dłuższej perspektywie wiązało się to ze spadkiem liczby osadzonych aż o 12 proc. Nie chodziło jednak o to, że młodzież z takich szkół była „lepsza”. Różnicę robiła reakcja dorosłych – ich determinacja, zaangażowanie i świadomość, że stawką jest nie tylko wynik szkoły, ale przyszłość całej społeczności.

Wymuszona mobilizacja działa jak tarcza

Niska ocena szkoły w Stanach Zjednoczonych nie jest pustą etykietą – to początek procedury naprawczej, która może prowadzić nawet do zmiany dyrekcji lub przejęcia placówki przez władze stanowe. W obliczu takiego zagrożenia kadra i uczniowie mobilizują się do pracy nad zmianą kultury szkoły. Nie dochodzi tu do rewolucji systemowej ani finansowej – chodzi o konkretne działania: budowanie relacji, wprowadzanie spójnych zasad, autentyczną pracę wychowawczą. Co ciekawe, to właśnie ten oddolny wysiłek – a nie strukturalne reformy – przynosi długofalowe efekty.

Kiedy gorzej znaczy lepiej

W rozmowie z portalem uniwersyteckim profesor Ozkan Eren przyznał, że zmiana klimatu szkolnego bywa widoczna już w krótkim czasie. Zwiększone zaangażowanie nauczycieli przekłada się bezpośrednio na postawy uczniów – i to właśnie ono okazuje się najbardziej ochronnym czynnikiem przed wejściem na ścieżkę przestępczości. Paradoksalnie więc, to nie szkoły z najlepszymi wynikami, ale te zmuszone do walki o przetrwanie mogą stworzyć środowisko, które autentycznie ratuje młodych ludzi. I może właśnie w tym, a nie w testach czy statystykach, tkwi prawdziwa miara jakości edukacji.