Trwająca awaria w gdańskiej elektrociepłowni wywołała lawinę konsekwencji – najbardziej odczuwalnych dla uczniów i nauczycieli. Władze Sopotu i Gdańska podjęły decyzje, które całkowicie zmieniają tryb pracy placówek oświatowych. Część szkół świeci pustkami, inne próbują ratować się prowizorycznym ogrzewaniem.
Sopot zamyka szkoły, ale nie zostawia najmłodszych bez opieki
W poniedziałek, 2 lutego, w Sopocie zwołano sztab kryzysowy z udziałem wiceprezydenta Michała Banackiego i przedstawicieli lokalnych instytucji. Efektem obrad było zawieszenie wszystkich zajęć stacjonarnych w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Równolegle zamknięto Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną oraz krytą pływalnię przy ul. Haffnera. Choć brzmi to jak pełen lockdown edukacyjny, przedszkola, żłobki i niektóre specjalistyczne placówki działają bez zmian.
Najmłodsi uczniowie nie zostali pozostawieni sami sobie – miasto utrzymało dla nich zajęcia opiekuńczo-wychowawcze w przygotowanych salach, a instytucje takie jak Sopocka Szkoła Muzyczna czy Młodzieżowy Dom Kultury, posiadające niezależne źródła gazowego ogrzewania, nadal funkcjonują stacjonarnie.
Gdańsk częściowo przechodzi na tryb zdalny. Maturzyści pod szczególną ochroną
W Gdańsku sytuacja wygląda bardziej mozaikowo. Zaledwie 12 szkół podstawowych i specjalnych funkcjonuje normalnie, w tym SP nr 59, X LO czy SP nr 84. Prezydent Aleksandra Dulkiewicz ogłosiła, że do czwartku szkoły ponadpodstawowe przechodzą w tryb zdalny, ze szczególnym uwzględnieniem maturzystów.
Rodzice dzieci z zamkniętych placówek mogą korzystać ze świetlic, a miasto zapewni tam dodatkowe ogrzewanie elektryczne. Władze próbują zapanować nad sytuacją, ale zimne kaloryfery i konieczność szybkiej reorganizacji nauki rzucają wyzwanie nie tylko logistyce, lecz także cierpliwości mieszkańców.
Przyczyna? Nieszczelny kocioł w elektrociepłowni
Źródłem problemu jest awaria kotła w gdańskiej elektrociepłowni należącej do PGE Energia Ciepła. Uszkodzenie – na wysokości czwartego piętra wewnątrz 12-piętrowego kotła – wymagało wcześniejszego ostudzenia urządzenia i zbudowania rusztowania, zanim możliwe było rozpoczęcie naprawy. Ewa Barszcz, dyrektor oddziału Wybrzeże, przyznała, że prace są skomplikowane i czasochłonne.
W efekcie siedem dzielnic Gdańska oraz Sopot zostały częściowo pozbawione ciepła, co odbiło się nie tylko na szkołach, ale również na warunkach bytowych tysięcy mieszkańców. Trójmiasto, choć przyzwyczajone do sztormów, tym razem zmaga się z chłodem innego rodzaju – technicznego, miejskiego i wyjątkowo niewygodnego.