Zimowa aura ponownie testuje odporność infrastruktury edukacyjnej. W kilku miejscowościach w Polsce, w tym w gminie Kozłowo na Warmii i Mazurach, dyrektorzy szkół zdecydowali o przejściu na nauczanie zdalne. Powodem są intensywne opady śniegu i ujemne temperatury, które realnie zagrażają zdrowiu i bezpieczeństwu uczniów. Decyzje podejmowane są lokalnie, ale mają solidne podstawy prawne.
Nauka w trybie zdalnym – troska, nie kaprys
Szkoły w Rogożu, Szkotowie i Zaborowie przeszły na tryb zdalny od 7 do 9 stycznia – taką informację podały władze gminy Kozłowo. Podobnie postąpiono w Redzikowie, gdzie dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego również zawiesiła lekcje stacjonarne, kierując się troską o uczniów. Trudne warunki na drogach, ograniczona widoczność i ryzyko wychłodzenia – wszystko to wpływa na decyzje, które jeszcze kilka lat temu mogłyby wydawać się zbyt radykalne. Ale dziś bezpieczeństwo uczniów ma wyraźnie wyższy priorytet niż nieprzerwana obecność w klasie.
Prawo pozwala działać szybko
Podstawą prawną takich decyzji jest rozporządzenie Ministra Edukacji z 2002 roku. Dyrektor szkoły może zawiesić zajęcia, jeśli przez dwa kolejne dni temperatura o godzinie 21.00 spada do –15°C lub niżej, albo gdy w salach lekcyjnych nie da się zapewnić minimum 18°C. Przepisy przewidują też elastyczność w przypadku zagrożeń zdrowotnych – takich jak trudne warunki komunikacyjne. I choć nie każdy opad śniegu oznacza od razu zamknięcie szkoły, to intensywna śnieżyca i realne ryzyko wypadków dają podstawę do czasowego przejścia na naukę zdalną. W tym roku zima nie tylko zaskoczyła drogowców – przypomniała również, że edukacja nie jest odporna na kaprysy pogody.